Dla Eva Eva- tak jak obiecałam ;)
Mój sen przerywa dzwoniący telefon. Boże ludzie dajcie człowiekowi się wyspać chociaż przed szkołą. Sięgam lewą ręką po niego. Federico. Bez zastanowienia odbieram.
-Halo- Pytam sennym głosem.
-Cześć Violu, muszę ci coś powiedzieć- Co już zrobił? A może wpadł ze swoją byłą. O nie. Chyba nie to.
-Będziesz ojcem?- Wypalam. Słyszę jego śmiech. Czyli nie. Na szczęście.
-Nie. Znowu jestem z Zoe- Nie! Czyli jak znowu przyjedzie to będzie z nią? Błagam nie! Nie zniosę jej krzywego ryja przez kilka dni. Ale zreszto on udaje mojego chłopaka. Co ja teraz zrobię.
-Ale przecież ty- Nie jest dane mi dokończyć.
-Tak wiem. Przepraszam. Ale ja przyjeżdżam dopiero za miesiąc, przez ten czas może się coś między wami zmienić.
-Tsa- W cuda wierzysz?
- Muszę kończyć- I tak po prostu się rozłączył? Odkładam telefon na szafkę nocną. Pora wstawać do szkoły. Po niedługim czasie byłam gotowa.
Gdy tylko wchodzę do szkoły odrazu Szanowny pan Leon Verdas rzuca mi się w oczy. I już cały dzień zepsuty. Przechodzę obok niego obojętnie. Czuję jego wypalający wzrok na moich pośladkach. A to menda. Wyjmuję książki od angielskiego z szafki. Podchodzę do dziewczyn.
-Hej- Mówię wesoło.
-Siemka- Odpowiadają chórem. Jednak widzę, że są jakieś przygaszone.
-Coś się stało?- Patrzę na nie z niepokojem.
-Diego wraca- Wypowiada się Ana. Kto? Patrzę na nie pytająco.
-Przyjaciel Verdasa. To jest jego kopia. W sensie, że z charakteru- Nie, błagam nie. Nie zniosę kolejnego Leona!
-No i co? - Straram się być obojętna i chyba mi to wychodzi.
-Zobaczysz co się będzie działo. Dla Ciebie będzie jeszcze gorzej. Teraz oboje będą Cię dręczyć- No to mam przejebane krótko mówiąc. Mam zamiar coś jeszcze powiedzieć, ale przerywa mi dzwonek na lekcje. Wchodzimy do sali językowej. Siadam obok niego. On się do mnie uśmiecha. Patrzę na niego jak na debila.
-Niedługo zmienię twoje życie w koszmar- szepcze mi do ucha. Jego głos działa na mnie jak narkotyk.Mogłabym go słuchać godzinami. Tym razem to ja przybliżam się do jego ucha.
-Nie boję się was- Mówię zmysłowo jednocześnie gładząc jego umieśniony tors.
-Skąd wiesz?- Pyta się mnie gładząc mnie po udzie. Aż mnie ciarki przechodzą.
-Mam swoje sposoby skarbie- Znowu mu szepcze, następnie przygryzam płatek jego ucha. Dzięki głosu Pani odrywamy się od siebie. Co ja wyrabiam? Przez to jeszcze bardziej się w nim zakochuje. Głupia ja.
Gdy tylko wróciłam do domu, pierwsze co robię to kieruje się do lodówki. Od zawsze byłam głodomorem. Jedzenie to moja miłość zaraz po wiadomo kim. Pusto. Takie uroki samemu mieszkania. Znowu się ubieram w kurtkę. Zakładam czarne botki na platformie. Biorę do ręki portfel i lecę do najbliższego sklepu.
Gdy tylko tam wchodzę szybko biorę najpotrzebniejsze rzeczy. Kieruje się do kasy, jednak na kogoś wpadam. Jaka ze mnie niezdara. Już mam przepraszać tą osobę, ale okazuje się to być Leon.
-Verdas- Sycze w jego stronę. Jak zwykle perfekcyjnie wygląda. A jego włosy proszą się o dotknięcie. On jest cały idealny.
-Castillo- Patrzy na mnie przenikliwie. Chcę go ominąć jednak on mnie łapie mocno w tali. Nie tak mocno skarbie. Co ja myślę?
-Co chcesz?
-Ciebie- Po wypowiedzeniu tych słów zaczyna mnie całować po szyi. Odrazu przypomina mi się co chciał mi zrobić. Łzy napływają mi do oczu. Z piskiem uciekam od niego. Jednak nie jest mi dane daleko uciec, ponieważ mnie dogania. Dlaczego nie jestem dobra z wf-u? Zatrzymuje mnie. Staram się wyrwać, ale jest ode mnie silniejszy.
-Proszę nie rób mi krzywdy- Błagam ledwo słyszalnie. Ja to jestem dziwna. Najpierw chcę być blisko niego, a niedługo potem się go boję.
-Nie mam zamiaru ci nic robić- Mówi spokojnie. Mrugam kilkakrotnie.
-Jeszcze niedawno mówiłeś co innego- Jest mi coraz trudniej mówić przez łzy, które po chwli ściera. Gdy czuję jego delikatną skórę na mojej przechodzi mnie prąd. Ile sił w nogach uciekam. Jednak jest to trudne przez torby z zakupami. Teraz już rycze.
-Cześć skarbie, co tu robisz?- Pyta się mnie szatyn. Nudziło mi się samej w domu , dlatego postanowiłam odwiedzić go w jego firmie.
-Chyba chciałeś zapytać co robicie- Odpowiadam z uśmiechem. Na te słowa na twarzy Verdasa pojawia się radość.
-Przepraszam, co tu robicie?- Podchodzi do mnie, to znaczy nas i składa najpierw na jeszcze niewidocznym brzuchu całusa,a następnie na moich ustach.
-Nudziło mi się w domu, więc postanowiłam Cię odwiedzić. Przeszkadzam ci?- Pytam się słodko.
-Ty mi nigdy nie przeszkadzasz- Odrazu mnie mocno przytula. Jak ja go kocham. Jeszcze kilka miesięcy i z dumą będę mogła się nazywać Violetta Verdas. Jak to pięknie brzmi.
-Jak przygotowania do ślubu?- Pytam się siadając mu na kolanach. Ten delikatnie mnie obejmuje.
-Wszystko idzie dobrze. Za dwa miesiące wszystko będzie idealne- Na jego słowa szeroko się uśmiecham.
-Mamusiu, mamusiu chowaj mnie przed tatusiem- Piszczy nasz syn, który w między czasie mocno się do mnie przytula. Ja go tylko mocniej ściskam. Po chwili do salonu wchodzi mój mąż. Można zobaczyć, że jest zdenerwowany.
-Co się stało?- Pytam się zdezorientowana szatyna.
-Nasz syn rozbił mi szybę w samochodzie- Krzyczy wściekły. Patrzę na Jima.
-Skarbie to prawda?- Pytam się smyka łagodnie.
-Tak namusiu- Po jego oczach spływają łzy. Mocno go do siebie przytulam.
-Nic się nie stało.
-Jak to nic się nie stało? Teraz będę musiał wymieniać szybę. A to wszystko przez tego gówniarza- Krzyczy. Zaraz mnie zdenerwuje.
-Jim, idź się pobaw u siebie w pokoju, zaraz do Ciebie przyjdę- Mówię mu na ucho. Ten schodzi mi z kolan. Szerokim łukiem omijając swojego tatę biegnie do pokoju.
-Jeszcze raz będziesz krzyczał na naszego syna a pożałujesz- Sycze w jego stronę.
-To mógł uważać co robi! Teraz będę musiał wymienić szybę- Drze się na mnie.
-Ale to jest dziecko- Bronie go.
-Ale chyba umie myśleć- Mam już dosyć jego krzyku.
-Uspokój się- W przeciwieństwie do niego jestem spokojna.
-Nie- Krzyczy jeszcze głośniej
-To nie ma sensu- Mówię do siebie.
-Masz rację. Nasze małżeństwo nie ma sensu- Mówi nagle. Odwracam się w jego stronę i patrzę z niedowierzaniem. Do moich oczu docierają łzy.
-Skoro tak uważasz- Mówię wychodząc.
-A może Jim nie jest moim synem co? Może mnie zdradziłaś- Po usłyszeniu tych słów zatrzymuje się i odwracam ponownie w jego stronę.
-Słucham?- Chyba się przesłyszałam.
-To co słyszysz. Mam Cię dość- Nie czekając ani chwili uciekam do naszej sypialni. Jak on mógł pomyśleć, że Jim nie jest jego synem? Może to jest znak, że nie jesteśmy sobie pisani i czas się rozejść. Co ja gadam, przecież go kocham, ale on mi nie wierzy. Jest moją miłością. Po niedługim czasie słyszę dźwięk otwierania drzwi od pomieszczenia, w którym się znajduje. Mały chłopiec siada obok mnie i odrazu się do mnie przytula.
-Mamusiu, czemu płaczesz?- Bo twój tata uważa, że nie jesteś jego synem. Najlepsza odpowiedź.
-Nic już się nie stało. Leć się bawić smyku. Zaraz do Ciebie przyjdę- Mówię całując go w czułko. Po około pięciu minutach, gdy jestem w miarę ogarnięta kieruję się w strone pokoju mojego synka. Jednak gdy mam tam wejść słyszę głos Leona i jego kopi.
-Obiecuję, że już na Ciebie nigdy nie będę krzyczał-Mówi mój mąż. Chyba przemyślał swoje postępowanie.
-Dobrze tatku- Jim radośnie się do niego tuli. To chyba odpowiedni moment żeby do nich wejść. Odrazu zauważa mnie nasz syn.
-Mamusiu chodź do nas- Powoli do nich podchodzę.
-Przepraszam skarbie. Wcale tak nie myślę- Po wypowiedzeniu tych słów delikatnie mnie całuje. Teraz wiem, że będę z nim do końca życia i nikt ani nic nas nie rozdzieli.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej! Dzisiejszy rozdział składał się w części ze snów Violetty. Podoba się wam coś takiego? Piszcie mi o tym w komentarzach. Przypominam wam o konkursie na on shota. Prace wysyłajcie na maila leonettanm@wp.pl
Mój sen przerywa dzwoniący telefon. Boże ludzie dajcie człowiekowi się wyspać chociaż przed szkołą. Sięgam lewą ręką po niego. Federico. Bez zastanowienia odbieram.
-Halo- Pytam sennym głosem.
-Cześć Violu, muszę ci coś powiedzieć- Co już zrobił? A może wpadł ze swoją byłą. O nie. Chyba nie to.
-Będziesz ojcem?- Wypalam. Słyszę jego śmiech. Czyli nie. Na szczęście.
-Nie. Znowu jestem z Zoe- Nie! Czyli jak znowu przyjedzie to będzie z nią? Błagam nie! Nie zniosę jej krzywego ryja przez kilka dni. Ale zreszto on udaje mojego chłopaka. Co ja teraz zrobię.
-Ale przecież ty- Nie jest dane mi dokończyć.
-Tak wiem. Przepraszam. Ale ja przyjeżdżam dopiero za miesiąc, przez ten czas może się coś między wami zmienić.
-Tsa- W cuda wierzysz?
- Muszę kończyć- I tak po prostu się rozłączył? Odkładam telefon na szafkę nocną. Pora wstawać do szkoły. Po niedługim czasie byłam gotowa.
Gdy tylko wchodzę do szkoły odrazu Szanowny pan Leon Verdas rzuca mi się w oczy. I już cały dzień zepsuty. Przechodzę obok niego obojętnie. Czuję jego wypalający wzrok na moich pośladkach. A to menda. Wyjmuję książki od angielskiego z szafki. Podchodzę do dziewczyn.
-Hej- Mówię wesoło.
-Siemka- Odpowiadają chórem. Jednak widzę, że są jakieś przygaszone.
-Coś się stało?- Patrzę na nie z niepokojem.
-Diego wraca- Wypowiada się Ana. Kto? Patrzę na nie pytająco.
-Przyjaciel Verdasa. To jest jego kopia. W sensie, że z charakteru- Nie, błagam nie. Nie zniosę kolejnego Leona!
-No i co? - Straram się być obojętna i chyba mi to wychodzi.
-Zobaczysz co się będzie działo. Dla Ciebie będzie jeszcze gorzej. Teraz oboje będą Cię dręczyć- No to mam przejebane krótko mówiąc. Mam zamiar coś jeszcze powiedzieć, ale przerywa mi dzwonek na lekcje. Wchodzimy do sali językowej. Siadam obok niego. On się do mnie uśmiecha. Patrzę na niego jak na debila.
-Niedługo zmienię twoje życie w koszmar- szepcze mi do ucha. Jego głos działa na mnie jak narkotyk.Mogłabym go słuchać godzinami. Tym razem to ja przybliżam się do jego ucha.
-Nie boję się was- Mówię zmysłowo jednocześnie gładząc jego umieśniony tors.
-Skąd wiesz?- Pyta się mnie gładząc mnie po udzie. Aż mnie ciarki przechodzą.
-Mam swoje sposoby skarbie- Znowu mu szepcze, następnie przygryzam płatek jego ucha. Dzięki głosu Pani odrywamy się od siebie. Co ja wyrabiam? Przez to jeszcze bardziej się w nim zakochuje. Głupia ja.
Gdy tylko wróciłam do domu, pierwsze co robię to kieruje się do lodówki. Od zawsze byłam głodomorem. Jedzenie to moja miłość zaraz po wiadomo kim. Pusto. Takie uroki samemu mieszkania. Znowu się ubieram w kurtkę. Zakładam czarne botki na platformie. Biorę do ręki portfel i lecę do najbliższego sklepu.
Gdy tylko tam wchodzę szybko biorę najpotrzebniejsze rzeczy. Kieruje się do kasy, jednak na kogoś wpadam. Jaka ze mnie niezdara. Już mam przepraszać tą osobę, ale okazuje się to być Leon.
-Verdas- Sycze w jego stronę. Jak zwykle perfekcyjnie wygląda. A jego włosy proszą się o dotknięcie. On jest cały idealny.
-Castillo- Patrzy na mnie przenikliwie. Chcę go ominąć jednak on mnie łapie mocno w tali. Nie tak mocno skarbie. Co ja myślę?
-Co chcesz?
-Ciebie- Po wypowiedzeniu tych słów zaczyna mnie całować po szyi. Odrazu przypomina mi się co chciał mi zrobić. Łzy napływają mi do oczu. Z piskiem uciekam od niego. Jednak nie jest mi dane daleko uciec, ponieważ mnie dogania. Dlaczego nie jestem dobra z wf-u? Zatrzymuje mnie. Staram się wyrwać, ale jest ode mnie silniejszy.
-Proszę nie rób mi krzywdy- Błagam ledwo słyszalnie. Ja to jestem dziwna. Najpierw chcę być blisko niego, a niedługo potem się go boję.
-Nie mam zamiaru ci nic robić- Mówi spokojnie. Mrugam kilkakrotnie.
-Jeszcze niedawno mówiłeś co innego- Jest mi coraz trudniej mówić przez łzy, które po chwli ściera. Gdy czuję jego delikatną skórę na mojej przechodzi mnie prąd. Ile sił w nogach uciekam. Jednak jest to trudne przez torby z zakupami. Teraz już rycze.
-Cześć skarbie, co tu robisz?- Pyta się mnie szatyn. Nudziło mi się samej w domu , dlatego postanowiłam odwiedzić go w jego firmie.
-Chyba chciałeś zapytać co robicie- Odpowiadam z uśmiechem. Na te słowa na twarzy Verdasa pojawia się radość.
-Przepraszam, co tu robicie?- Podchodzi do mnie, to znaczy nas i składa najpierw na jeszcze niewidocznym brzuchu całusa,a następnie na moich ustach.
-Nudziło mi się w domu, więc postanowiłam Cię odwiedzić. Przeszkadzam ci?- Pytam się słodko.
-Ty mi nigdy nie przeszkadzasz- Odrazu mnie mocno przytula. Jak ja go kocham. Jeszcze kilka miesięcy i z dumą będę mogła się nazywać Violetta Verdas. Jak to pięknie brzmi.
-Jak przygotowania do ślubu?- Pytam się siadając mu na kolanach. Ten delikatnie mnie obejmuje.
-Wszystko idzie dobrze. Za dwa miesiące wszystko będzie idealne- Na jego słowa szeroko się uśmiecham.
-Mamusiu, mamusiu chowaj mnie przed tatusiem- Piszczy nasz syn, który w między czasie mocno się do mnie przytula. Ja go tylko mocniej ściskam. Po chwili do salonu wchodzi mój mąż. Można zobaczyć, że jest zdenerwowany.
-Co się stało?- Pytam się zdezorientowana szatyna.
-Nasz syn rozbił mi szybę w samochodzie- Krzyczy wściekły. Patrzę na Jima.
-Skarbie to prawda?- Pytam się smyka łagodnie.
-Tak namusiu- Po jego oczach spływają łzy. Mocno go do siebie przytulam.
-Nic się nie stało.
-Jak to nic się nie stało? Teraz będę musiał wymieniać szybę. A to wszystko przez tego gówniarza- Krzyczy. Zaraz mnie zdenerwuje.
-Jim, idź się pobaw u siebie w pokoju, zaraz do Ciebie przyjdę- Mówię mu na ucho. Ten schodzi mi z kolan. Szerokim łukiem omijając swojego tatę biegnie do pokoju.
-Jeszcze raz będziesz krzyczał na naszego syna a pożałujesz- Sycze w jego stronę.
-To mógł uważać co robi! Teraz będę musiał wymienić szybę- Drze się na mnie.
-Ale to jest dziecko- Bronie go.
-Ale chyba umie myśleć- Mam już dosyć jego krzyku.
-Uspokój się- W przeciwieństwie do niego jestem spokojna.
-Nie- Krzyczy jeszcze głośniej
-To nie ma sensu- Mówię do siebie.
-Masz rację. Nasze małżeństwo nie ma sensu- Mówi nagle. Odwracam się w jego stronę i patrzę z niedowierzaniem. Do moich oczu docierają łzy.
-Skoro tak uważasz- Mówię wychodząc.
-A może Jim nie jest moim synem co? Może mnie zdradziłaś- Po usłyszeniu tych słów zatrzymuje się i odwracam ponownie w jego stronę.
-Słucham?- Chyba się przesłyszałam.
-To co słyszysz. Mam Cię dość- Nie czekając ani chwili uciekam do naszej sypialni. Jak on mógł pomyśleć, że Jim nie jest jego synem? Może to jest znak, że nie jesteśmy sobie pisani i czas się rozejść. Co ja gadam, przecież go kocham, ale on mi nie wierzy. Jest moją miłością. Po niedługim czasie słyszę dźwięk otwierania drzwi od pomieszczenia, w którym się znajduje. Mały chłopiec siada obok mnie i odrazu się do mnie przytula.
-Mamusiu, czemu płaczesz?- Bo twój tata uważa, że nie jesteś jego synem. Najlepsza odpowiedź.
-Nic już się nie stało. Leć się bawić smyku. Zaraz do Ciebie przyjdę- Mówię całując go w czułko. Po około pięciu minutach, gdy jestem w miarę ogarnięta kieruję się w strone pokoju mojego synka. Jednak gdy mam tam wejść słyszę głos Leona i jego kopi.
-Obiecuję, że już na Ciebie nigdy nie będę krzyczał-Mówi mój mąż. Chyba przemyślał swoje postępowanie.
-Dobrze tatku- Jim radośnie się do niego tuli. To chyba odpowiedni moment żeby do nich wejść. Odrazu zauważa mnie nasz syn.
-Mamusiu chodź do nas- Powoli do nich podchodzę.
-Przepraszam skarbie. Wcale tak nie myślę- Po wypowiedzeniu tych słów delikatnie mnie całuje. Teraz wiem, że będę z nim do końca życia i nikt ani nic nas nie rozdzieli.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej! Dzisiejszy rozdział składał się w części ze snów Violetty. Podoba się wam coś takiego? Piszcie mi o tym w komentarzach. Przypominam wam o konkursie na on shota. Prace wysyłajcie na maila leonettanm@wp.pl

Eva Eva
OdpowiedzUsuńCzy mi się podoba. OCZYWIŚCIE, że TAK. Podoba mi si początek, zakończeniee, środek. Wszystko. Generalnie lubię mten wątek z Viola i Leonem nie lubiącym się. Ciekawa jestem jak ich rozumiesz. Czekam na wielki powrót Federico i na przyjazd Diego.co do dedykacji- Dziękuję i jestem z tego powodu obłędnie szczęśliwa. Proszę daj znać czy w końcu ten miał doszedł do Ciebie 💖
UsuńPrzepraszam za błędy ☺
UsuńPatty;* Super
OdpowiedzUsuńCudowny rozdział
UsuńNajbardziej mi się podobała część ze snem 😍😍
Czemu Leon we snach jest taki kochany, a w prawdziwym życiu to dupek? Ale coś się zmieniło
Podobał mi się ten moment jak Leon otarł zły z policzków Violetty. Widać, że małymi kroczkami wychodzi nie na dupka 😀😀
Jeszcze Diego wraca. Kolejny rywal dla Leona?
Czekam z niecierpliwością na next
Kocham bardzo bardzo mocno ❤❤❤
Buziaczki 😘😘
Patty;*
Maddy
OdpowiedzUsuńMnie odpowiada opcja z takimi snami Violetty :*:)
UsuńVerdas zmienił zdanie i jednak nie chce jej skrzywdzić?
Plącze się w zeznaniach 😀
Przyjeżdża Diego.
Zobaczymy jak teraz potoczy się sytuacja 😀😘
Cudowny!
Maddy ❤
Miss Blueberry
OdpowiedzUsuńHej.
UsuńCudowny rozdział.
Vilu miała piękny sen...
Była w ciąży...
Później synek...
Piękny.
A tak poza snem:
Violetta niby taka odważna.
Żeby na tym źle nie wyszła,
ale pewnie tak się stanie...
Leon starł łzy Violetcie.
Jestem ciekawa co będzie dalej.
Czekam na następny rozdział z niecierpliwością.
Buziaki
Miss Blueberry
Wpadniesz do mnie na rozdział?
UsuńPozdrawiam.
Miss Blueberry
Marysia
OdpowiedzUsuńCudowny rozdzial!
UsuńBabeczka sówieczka
OdpowiedzUsuńHej kochana☺
UsuńCudowny ❤
YYY... Diego?!
Kolejna podróba Verdasa 😧
Vilu będzie jeszcze ciężej w szkole 😢
Te sny Violi😍
Ale Leon nie powinien się drzeć😤
Zastanawiam się czy te sny chociaż w tej lepszej części się spełnią 😕
Buziaki ❤😙
Gabriela Górniak
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńOd wczoraj Loren Lin
UsuńFederico ty głupolu stać cię na więcej!
Przyjaciel Leon wraca?
Diego?
Współczuje Violi oby Verdas szybko się opamiętał.
Kocham te sny Violi chociaż trochę się przeraziłam jak Leon zaczął drzeć mordę.
Może to jakieś prorocze sny?
Cudowne
Wspaniałe
czekam na next!
Loren:*
Asia Blanco
OdpowiedzUsuńLaura Comello
OdpowiedzUsuńVicky
OdpowiedzUsuńSkuteczna P
OdpowiedzUsuńEmily
OdpowiedzUsuńMega rozdział <3
UsuńCzekam na next! <3
Emily ♥
JORTINI BLANCO
OdpowiedzUsuńRozdział.... Cudowny
UsuńTylko nie to..Diego wraca.
Violetta ma sny związane z Verdasem,może będą razem? Fajnie by było..
Buziaki :*
Cudowny
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Asia Blanco.
Hejka!<3
OdpowiedzUsuńRozdział czudo! xD
Bardzo fajny,tylko szkoda że Leon taki cham,albo i nie
Ale sen...miodzio.
Musze konczyc bo sie spoznie do kosciola!
Pozdro